
No więc umarłem. Pięknie. Nie, nie mam pretensji. Widocznie, jak to mówią: „tak miało być”. Gówno prawda. Właśnie nie tak miało być. Inaczej to sobie wyobrażałem. Miałem podróżować. Zwiedzić wszystkie kontynenty. To pozwiedzałem. Zamiast wylegiwać się na plaży w Rio de Janeiro, wyleguję się teraz w tym za ciasnym pudle. Kto to w ogóle wybierał? Pewnie moja mama. Założę się, że nie chciała, żebym wyglądał za grubo. Albo, żeby ludziom nie było ciężko mnie nieść.
Halo, mamo, teraz samochodami wożą!
A ja miałbym wygodniej.
Trzeba dostrzegać pozytywy każdej sytuacji. Tak, mojej też. Umarłem, ale co z tego? Mam teraz mnóstwo czasu na rozmyślanie. Teraz aktualnie, leżąc sobie na tej niezbyt wygodnej poduszce, myślę o tym, jakie to wszystko zabawne. No wiesz, chodzi mi o to, że każdy myśli o swoim pogrzebie jako o czymś poważnym, dostojnym, głębokim. Ludzie mają różne życzenia. Jedni chcą żywą (o zgrozo) muzykę, drudzy chcą rozmowy do rana przy wódce, a jeszcze inni długie rozważania w kompletnej ciszy. A ja teraz, jak już poznałem tę drugą stronę powiem Ci tak: to wszystko o dupę otłuc. Przynajmniej w moim przypadku. Bo wiesz, okazało się, że mój pogrzeb to takie połączenie rodzinnego zjazdu, zebrania wiejskiego i przerwy na papierosa w korpo. I wiesz co? W zasadzie to mnie to wkurwia.
Tak, mam pretensje do wszystkich tych ludzi, że nie zachowują powagi. Że nie wspominają mnie tak jak należy. Mieli mówić o mnie dobrze. Mieli wspominać moje śmieszne teksty i zachowania. Bo przecież o zmarłych albo dobrze, albo wcale, nie? Kolejna gówno prawda. Spójrz na nich wszystkich. Jedni przyszli, bo faktycznie mnie lubili. Drudzy, bo pewnie tak wypada. A jeszcze inni, bo to ich jedyne towarzyskie spotkanie w tym tygodniu.
Patrzę teraz na nich i nie mogę uwierzyć. Oni wszyscy myślą, że skoro umarłem, to mogą sobie mówić, co chcą. Ludzie gadają. O mnie, obok mnie, nade mną. Myślą, że ich nie słyszę. A ja dalej tu jestem. I sobie oceniam. Jak juror w najgorszym show na świecie.
Pośmiejemy się razem? Proszę bardzo. Kogo my tu mamy na początek? Ahh, ciocia Renatka. Prawdziwa gwiazda w tej rodzinie. Lokalna businesswoman za dychę. Ile dałbyś jej lat? Trzydzieści? Ma sześćdziesiąt. Tak, ta panterka naprawdę może zmylić. Kiedyś dawałem się na to nabrać, ale z czasem to przechodzi. Wiesz, w pewnym wieku, pewnych rzeczy nie przykryjesz. Swoją drogą, wiedziałem, że przyjdzie w tym futrze, chociaż na dworze jest ile, pewnie z dwadzieścia stopni, nie? Kurwa, Renata, litości. Spójrz na nią. Jednym okiem patrzy na mnie, a drugim czy ktoś spogląda na jej torebkę Louis Vuitton. Kupioną zresztą w Turcji na bazarze. Jak się dobrze przyjrzysz, to zauważysz metkę. Jest prawdziwą kobietą sukcesu. Prowadzi 'imperium’ drobiarskie i uważa się za lokalną wersję Elona Muska. A mentalnie dalej jest babą, która siedzi na ganku i liczy kury sąsiada. A ile się przy tym nagada? Pewnie już zauważyłeś, ale słychać tylko jej krzyki. Ciekawe, czy jak ona umrze, to też będzie tak głośno gadać. Może jest przygłucha? Nie wiem. Widzisz jej wieniec? Ej, Renata, po co to? Żeby zasłonić moją twarz? Żeby każdy widział, jaka jesteś bogata i jak Ci się powodzi? Jej mina mówi mi, że nie bardzo mnie lubiła. Chyba uważała, że to było do przewidzenia, że tak skończę. Uśmiechnąłbym się teraz na wspomnienie jej byłego, ale twarz mam usztywnioną. Renata, jedna mała rada. Zmień perfumy. Bo pachniesz lawendą, dramatem i pretensją do całego świata.
Widzisz tego tam, w drugim rzędzie? Mój kumpel. Będę z Tobą zupełnie szczery. Patrząc na jego sposób życia myślałem, że z nas dwóch to on pierwszy skończy tak, jak ja właśnie skończyłem. Ale jak to mówią: „złego diabli nie biorą”. No i dobrze, bo uwielbiałem gościa. Tylko widzisz. Największy problem z nim jest taki, że nie potrafi się nigdzie zachować. Zero taktu, zero autorefleksji. Że może czasem nie wypada. Że może jest już za stary na takie rzeczy. Kojarzysz typa, który zawsze powie o jeden żart za dużo? No właśnie, oto on. Michaś. Tylko zobacz. Zachowuje się, jakby przyszedł na imprezę. Daj mu chwilę to zapyta, gdzie jest bar. I będzie próbował wsadzić mi małpkę do kieszeni. Pewnie włoży mi czystą, bo wie, że jej nie znoszę. Ha! Patrz, ludzie próbują go uciszać, ale on nie rozumie aluzji. On myśli, że robi mi przysługę, rozśmieszając wszystkich dookoła. Wiesz, co myślę? Że mój zgon jest dla niego tylko pretekstem do sprawdzenia, jak daleko można posunąć granicę taktu. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie opowiadać historii z naszych wspólnych wyjazdów. On jest do tego zdolny. Michał. Obiecuję Ci z tego miejsca, że jak powiesz o dwa słowa za dużo, to nawiedzę Cię niedługo i nie opuszczę, zanim nie odpokutujesz za swoje głupie żarty.
Julka chyba nawet nie wie, kim jestem. To ta dziewczyna w przedostatnim rzędzie. Przyszła tutaj, bo mama jej kazała. Jak wchodziła do tego pomieszczenia, to nawet na mnie nie spojrzała. Spoko. Nie gniewam się. Nie każdy lubi widok umarlaka. Ale popatrz teraz. Widzisz jej minę? Ona według mnie mówi jedno: świetna okazja do rolki. Serio. Może to lepiej, że umarłem. Nie będę musiał patrzeć na to, jak świat, który pamiętałem z lat mojej młodości, znika w zastraszającym tempie. Spójrz na taką Julkę. Ona patrzy na świat przez ekran telefonu. Wszystko, co ma, mieści się w tym jednym, małym przedmiocie. Bez niego by się zgubiła. Nie wiedziałaby, jak tu trafić, gdyby nie mapy w jej telefonie. Pamiętasz, jaka nieśmiała była na początku? Noo. A widzisz, co robi teraz? Nie płacze, bo tusz jej spłynie, a to źle wygląda na story. Kurwa, ona nawet nie udaje, że jest tutaj dla mnie. Spójrz na jej kieszeń. Jak Boga kocham, ona ma tam ring-light. Wzięła ze sobą sztuczne światło, żeby nie ryzykować. To już nawet nie jest śmieszne. Żałuj, że nie widziałeś, jak stała nade mną i szukała najlepszego kąta, żeby światło padało na jej nową fryzurę. Ja jestem tylko rekwizytem. Trumna jest klimatycznym tłem. Ten jej niby zamyślony wyraz twarzy oznacza, że zastanawia się, jakiego filtra użyć, żeby było bardziej autentycznie. Rozumiesz to? Ja tu leżę, martwy, a ona martwi się o zasięgi. XXI wiek.
Uważaj teraz, bo zostawiłem Ci na koniec prawdziwą perełkę. Nie mogło jej zabraknąć. I to oczywiście w pierwszym rzędzie. W loży VIP. Siedzi tak blisko, że praktycznie wącha moje skarpetki. Ale trzeba mieć tupet. Widziałem, jak patrzyła na moją mamę. Jakby miała jej za złe, że siedzi obok trumny. W końcu to Pani Stanisława spędziła obok mnie kupę lat. Pani Stasia jest moją ulubienicą. Takie połączenie lokalnego monitoringu i agencji wywiadowczej. Ona też nie płacze. Jest ponad to. Widzisz jej minę? Jakby chciała złapać mnie na gorącym uczynku. A te jej oczy. Taak, widzę w nich wszystkie swoje występki. Albo przynajmniej to, co mi przypisała. Właśnie po to przyszła. Żeby potwierdzić wszystkie plotki, które puściła na mój temat. Wie wszystko. Więcej, niż ja sam o sobie. Kiedy wynosiłem śmieci i że ich nie segregowałem. Kiedy wracałem do domu. Kto u mnie nocował. Patrz, ja mam wrażenie, że ona się uśmiecha. Wiesz, dlaczego? Bo ma teraz ostateczne, niepodważalne dowody na to, że prowadziłem hulaszczy tryb życia. Nie przyszła tu z żalu. Tylko po to, żeby dopełnić formalności i zamknąć teczkę z moim nazwiskiem.
Śmiechu warte, co? To niesamowite, jak wiele spraw można załatwić, stojąc nad otwartą trumną. Myślisz, że oni przyszli tutaj płakać? Przyszli załatwić swoje biznesy. Opowiedzieć innym o sobie. Słyszę, jak ktoś szepcze o urlopie w Chorwacji. Ktoś inny umawia się na kupno jajek po lepszej cenie. I wiesz, co sobie myślę? Że nawet w mojej, pożal się Boże, sytuacji, można dojść do pewnych wniosków. Że jak się już leży w tej trumnie to naprawdę przestaje mieć znaczenie, kto co powiedział, jak wyglądał i kogo udawał. Ci wszyscy udzie przyszli tu być sobą. Z całą swoją chaotyczną i komiczną naturą.
A ja?
Może w końcu będę miał święty spokój.





Zostaw odpowiedź