Jesienny wieczór. Siedzę przed telewizorem. Konferencja prasowa. Widzę gościa. Wygląda świetnie. Doskonale skrojony garnitur. Uśmiech, który kosztował go fortunę. Nienaganna mowa. Nawet nie obchodzi mnie, co mówi. Z całej tej paplaniny przebijają się do mnie tylko pojedyncze sformułowania, bo myślę o czymś zupełnie innym. „Wzrost PKB”, „stabilizacja finansowa”, „potrzeba dialogu”. Nagle wychodzę z tego zamyślenia. Spoglądam na niego jeszcze raz i myślę: „Człowieku, co Ty pier…?!”

Nie słyszę wszystkiego, co mówi, bo moje myśli są zajęte czymś innym. Ciemna ulica, pojedyncze światło latarni. Cisza. Jakiś typ w skórzanej kurtce stoi w jednej z bram kamienicy i lekko się uśmiecha. Nic nie mówi, ale jego postawa uspokaja mnie: „spokojnie, problem załatwiony”. I ja już wiem. Wiem, że ten gość, który mnie nękał przez ostatnie kilka miesięcy, ma właśnie bardzo zły dzień.

To tylko wyobraźnia. Ale jest w niej coś prawdziwego. Prawdziwa, choć bardzo głęboko skrywana jest myśl o tym, że ten gość wzbudza we mnie dużo większy szacunek niż ten, którego właśnie oglądam na ekranie telewizora. Dużo bardziej szanuje typa, który chodzi po mieście i bije ludzi po mordach niż cały parlament razem wzięty.

Czy coś jest ze mną nie tak?

Wiesz, co najbardziej wnerwia mnie w tych wszystkich politykach? To, że ciągle gadają. Bez przerwy. Kiedy pojawia się problem, to zwołują konferencję prasową. Albo powołują komisję. A potem podkomisję. A potem jest ustawa, debata nad poprawkami do ustawy. No a później trybunał albo coś innego. A na końcu i tak gówno z tego wynika, bo ktoś się na coś nie zgodził.

Typ, którego nazywamy bandziorem to zupełnie inna historia. Cokolwiek by o nim nie powiedzieć to na pewno nie to, że zwleka z działaniem. Jeśli jest jakiś problem, ktoś kogoś bije, ktoś komuś coś kradnie, bandzior idzie i go rozwiązuje. Koniec. Bez konferencji, bez publikacji przeprosin na Instagramie.

Wskaż mi polityka z zasadami. No, dalej. Trudne, nie? Bo taki polityk nie istnieje. I nie przekonasz mnie, że jest inaczej. Oni nie mają zasad. Jedyną ich zasadą jest utrzymanie się przy władzy. Kodeks moralny? A po co to komu? Najważniejszy jest ostatni sondaż poparcia. A to, że dzisiaj mówią jedno, a jutro drugie, jest sprawą drugorzędną. Jak mawiał klasyk: „ciemny lud wszystko kupi”.

Tommy Shelby, Vito Corleone, Zły. Wiesz, co łączy ich wszystkich? To, że mają zasady. To, że nie wyglądają jak byle menel spod budki z piwem. To ludzie, którzy mają kodeks. Nie ruszają kobiet i dzieci. Nie sypią. Mają honor. I załatwiają swoje sprawy osobiście. Dobra, działają poza prawem. Ich metody i działania są brutalne i nielegalne. Ale przynajmniej istnieją i są niezmienne.

Wszyscy nienawidzimy systemu. Zgodzisz się ze mną? Mamy to we krwi. Po zaborach, po komunie, po transformacji i po każdej kolejnej kadencji Sejmu. Polityk jest systemem i nic tego nie zmieni. Każdy jeden typ z Sejmu jest twarzą tego całego, skomplikowanego i niesprawiedliwego gówna, które zabiera Ci 50% pensji i każde czekać 3 lata na lekarza.

A my, gdzieś podświadomie chcemy być poza systemem. Chcemy być wolni. Jak ten bandzior. Kojarzysz „Złego”? Buntownik. Gość, który pokazał systemowi środkowy palec. To lustro naszej fantazji. Takiej małej, cichej fantazji o tym, żeby kiedyś rzucić wszystko w cholerę, przestać płacić ZUS i żyć na własnych zasadach.

Kochamy bandziorów. Nie za przemoc. Tylko za to, że mają odwagę być jednostką w świecie, który próbuje ich zdusić. Za styl, tajemnicę i wolność. Za to, że nie wciskają nam kitu. Za to, że nie udają świętych. Za to, że są szczerzy. Że mają zasady. Za to, że działają, a nie gadają. Za to, że są prawdziwi.

Zostaw odpowiedź



Trending

Odkryj więcej z BEZ PUENTY

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej