Różne są książki. Takie, co to wszyscy je znają. Albo takie, co to wszyscy udają, że czytali. Ale ja Ci powiem, że są też takie książki, o których nawet ci najbardziej zagorzali czytelnicy i znawcy literatury nie słyszeli. Nie mają pojęcia, że kiedykolwiek istniały. A wiesz dlaczego? A no dlatego, że te książki przepadły. Zniknęły. Rozpłynęły się w powietrzu. I pozostawiły po sobie smutek i żal. I tę nieopisaną pustkę.

No dobra, trochę nabijam się z tych wielkich emocji związanych ze zniknięciem tych książek, ale przyznać muszę, że kiedy wynalazłem, jakie to książki zniknęły przed laty, to poczułem coś w kategorii zawodu. Chcę Ci dzisiaj przedstawić dzieła, które są mistyczne, antyczne i absurdalne. Trzy literackie zjawiska paranormalne. Trzy historie, których już nie ma, a które są pewnie i tak lepsze od 70% współczesnej prozy. Nie znajdziesz ich w Empiku. Nie wypożyczysz w internetowej bibliotece. Możesz tylko smutno przyjrzeć się temu, co straciłeś.

#1 „Księga Sojga” – klucz do boskich tajemnic?

    Zaczynamy od tego, co nawet w sumie nie wiadomo, czym jest. Powiedziałbym, że to księga okultystyczna, pełna szyfrów, zaklęć i magicznych tabel. Te tabele rzekomo miały być kluczem do boskich tajemnic. Ale to nie koniec. Jedynym, któremu udało się cokolwiek w niej odczytać był niejaki John Dee – królewski okultysta Elżbiety I. Swoją drogą to ciekawy był z niego człowiek. Twierdził, że dostał ją od aniołów podczas seansu spirytystycznego. A co więcej, uważał, że jest to praktyczny podręcznik do przyzywania duchów. Tylko, że koniec końców, mimo tego, że przeglądał ją setki razy, na koniec stwierdził, że nie za bardzo wie, co z nią zrobić. A potem, po jego śmierci, książka zaginęła. Została odkopana dopiero w 1994 roku w British Library, ale nadal jest niemożliwa do rozszyfrowania. Do dzisiaj nie wiadomo, co oznaczają tabele z tajemniczymi znakami. Nie ma tu happy endu. Jest to czysta magia, której do tej pory nikt nie złamał.

    #2 „Margites” – najgłupszy bohater wszech czasów

    Teraz uważaj. Homera z pewnością znasz. Gość od „Illiady” i „Odysei”. Wojny, bogowie, wielcy bohaterowie. Ikona. Mistrz storytellingu, zanim storytelling był w ogóle modny. Ale zanim pławił się w luksusach swojej chwały, miał kilka głupich pomysłów. Napisał poemat o gościu, który jest kompletnym debilem. Najgłupszym bohaterem wszech czasów. Zanim zaczniesz mnie pouczać, że nie powinno się tak mówić o ludziach to zauważ, że bohater Homera był tak głupi, że nie wiedział, czy dziecko robi się z kobiety czy z kapusty. I w sumie to tylko ten jeden wątek zachował się z tej, pożal się Boże, książki. Reszta zniknęła. Zachowały się tylko jakieś urywki, które nie mówią za wiele o tym „dziele”. Kto wie, może ta głupota głównego bohatera była czymś spowodowana? Tego nigdy się nie dowiemy. Ale wiemy, że imię Margites weszło stałe do języka greckiego – oznacza „kompletnego idiotę”. Poemat Homera przez starożytnych uważany był za komedię lub parodię. Tylko takim sposobem można by zrozumieć, co kierowało autorem do popełnienia takiego… czegoś.

    #3 „Suwnica i dziewczyna” – love story w PRL

    Na koniec coś z polskiego podwórka. Mityczna powieść z PRL-u o miłości operatora suwnicy i sekretarki partyjnej. Ale wszystko sprowadza się tylko do plotki. Bo nikt nigdy nie widział powieści, która powstała rzekomo w czasach wczesnego Gomułki. Nikt nie zna jej dokładnego tytułu, nikt nigdy nie widział okładki. Nakład przepadł. Tytuł zmieniono, a autor wyemigrował. Dlaczego? Może dlatego, że książka była zbyt śmiała? Może dlatego, że pojawiła się tam ironia wobec cegły, czekolady i samego towarzysza Cyrankiewicza? Autor podobno ukrywał się w Bytomiu i nigdy więcej nic nie napisał. W tym przypadku, należy traktować to jako klasykę literackiego ghostingu – słyszałeś, że książka była, bo ktoś Ci tak powiedział. Powiedział Ci też, że ja spalono. Ale że była zabawna i miała potencjał. No cóż, pozostaje tylko uwierzyć w plotki i żałować, że nie było szansy jej przeczytać.

    Może chciałbyś przeczytać te książki, ale musisz o tym zapomnieć. Może i dobrze? Bo wydaje się, że ich siła tkwi w tym, że mogły istnieć. Albo może dalej tam są? Gdzieś w starej piwnicy albo w jakimś starym archiwum, którego nikt nie otwiera, bo strasznie w nim śmierdzi. Może to tylko legendy. Może to zwykła ściema. A może to książki, które miały sens, zanim zniknęły. Potraktuj to jako powiew optymizmu. Bo kto wie, może Twoje opowiadanie o kocie co lubi techno też kiedyś zniknie i stanie się legendą. Więc pisz i nie przestawaj. Nadzieja umiera ostatnia.

    Zostaw odpowiedź



    Trending

    Odkryj więcej z BEZ PUENTY

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej